Pokemon Silver
Hullou. Do you want to play a game with me?



 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

*Kliknij obrazek*
Pokemonem tygodnia jest...

Każdy jego (lub jego ewolucji) posiadacz może zgłosić się do administracji aby otrzymać
-------------------------
Nagrody
+ 2 sp. def

+ 1 sp. ataku
+ MT Giga Drain
- - -

Dodatkowo rośnie szansa na spotkanie tego pokemona w dziczy.

BlackButlerHogwartDream
W sprawie wymian proszę pisać do HeadAdmina/Filiposa44. Przyjmujemy buttony o rozmiarze 152x52 lub mniejszym.
RPG online - najlepsze internetowe gry online, gry przeglądarkowe i MMORPG | Toplista i-rpg.plGry w przeglądarceToplista gier!TOP50 Gry

Share | 
 

 Turniej Saladii

Go down 
AutorWiadomość
Davir

avatar

Liczba postów : 384
Punkty : 171
Join date : 19/09/2014
Age : 16
Skąd : Polska, a co myślałeś? Wietnam?
Job/hobbies : [tajemnica]
Inne Konta : Nie posiadam

PisanieTemat: Turniej Saladii   Pią Maj 19, 2017 10:24 pm

Miejsce to jest puste jak szkoły w ostatnim dniu roku szkolnego, więc najwyższy czas coś napisać.
Oto przed państwem, jedyny i niepowtarzalny...
Turniej Saladii
Zapewne przeglądając moją kartę postaci dojrzeliście informacje o regionie Ferangh i wspomnianym tam właśnie tym turnieju.
Słowem wstępu
Jaki jest poziom tego turnieju? Olbrzymi. Dawno temu był to mały turniej dla słabych trenerów, jednak wraz z rozwojem miasta zyskał on na prestiżu i obecnie zwycięzcy zyskują dużą sławę.
Rozegrano dotychczas łącznie 30 edycji. Zwycięzców było łącznie 26, zaledwie trzech trenerów zdołało wygrać go dwukrotnie, z czego jeden zwyciężył nawet trzy razy. (to dopiero legenda!)  
Rozgrywany jest on obecnie co 4 lata, do 25 edycji co rok. Ostatnia edycja odbyła się w 2016, pierwsza w 1972 (wykalkulowane co do jednego roku).
Naprawdę będziesz robić wszystkie te edycje?
Oczywiście. Pierwsze cztery będą opisane co do jednej walki, ponieważ uczestniczyło w nich 16 osób. Później jednak liczba będzie systematycznie się zwiększała do 32, 64, 128, aż w 27 edycji osiągnie 256. Nie będę oczywiście opisywał wtedy wszystkich walk. Będzie wtedy wyróżniona najważniejsza ósemka i to ich walki będą tymi opisanymi.
Lista płac (kogo ja próbuję oszukać?)
Scenariusz:
Davir
Pomysł: Davir
Postacie: Davir
Na podstawie uniwersum Pokemon.

_________________
Karta: http://pokemonsilver.forumpl.net/t671-adriado-quezada

Cele:
Spoiler:
 


Odznaka Kronikarza:
Spoiler:
 


Bilans walk:
Spoiler:
 


Ostatnio zmieniony przez Davir dnia Sob Maj 20, 2017 9:25 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Davir

avatar

Liczba postów : 384
Punkty : 171
Join date : 19/09/2014
Age : 16
Skąd : Polska, a co myślałeś? Wietnam?
Job/hobbies : [tajemnica]
Inne Konta : Nie posiadam

PisanieTemat: Re: Turniej Saladii   Sob Maj 20, 2017 9:25 pm

Pierwszy rozdział będzie tylko przedstawieniem głównego bohatera/bohaterki danej edycji. I będzie dużo, dużo krótszy od innych. Zapewniam, że pierwszy pełnoprawny rozdział i następne będą już dużo dłuższe.
Prolog pierwszej edycji
Narodziny największego turnieju Ferangh

Miasto Saladia. Port na południu Ferangh, zamieszkiwany przez sześćdziesiąt tysięcy mieszkańców. Nie jest to jak na razie jakieś ważne miejsce dla trenerów, ponieważ nie ma tu żadnego lidera czy sklepu dla trenerów. Zbudowane w tamtym czasie z kamiennych kamienic z czerwonymi dachami, wyróżniał je tylko zbudowany kamienną cegłą ratusz, na którego wieży znajdował się olbrzymi zegar. Wybijała właśnie czwarta. Słońce zalewało miasto, zero chmur na niebie, pełnym przeróżnych ptaków. Nic dziwnego, akurat było lato.  
- Musimy się spieszyć Cyndaquil! - po brukowanej ulicy pędził mierzący 168 centymetrów początkujący trener. Ubrany w czerwoną koszulę, krótkie spodenki o kolorze piasku, szare buty i skarpetki, kierował się na zachodnie przedmieścia. Miał kruczoczarne włosy z ciemno-brązowymi kosmykami przy prawym uchu, jasną cerę, zielone oczy i pociągłą twarz. Na plecach nosił ciemno-niebieski plecak. W rękach trzymał wspomnianego Cyndaquila, na lekki dystans od siebie, ponieważ równie podekscytowany jak trener buchał ogniem z swoich pleców. W końcu ujrzeli swój cel w oddali.
Pierwsza arena turnieju nie była szczególnie okazała. Zwykły prostokąt 50 metrów na 75 metrów z wyrysowanymi białymi liniami dzielącymi na pół, pozycją sędzi i dla trenerów. Trybuny znajdowały się na pagórkach, złożone z drewnianych krzeseł, po trzy rzędy.
Za pagórkami na kamiennej dróżce stała z kolei drewniana budka z tabliczką "Zapisy - 5$" oraz informacja o pięciu wolnych miejscach.
- Zgłaszam się! - trener zdyszany położył pieniądze na ladzie. Budkę obsługiwał jakiś młodzieniec, akurat czytający gazetę.
- Och, doskonale. - odezwał się, odrzucając gazetę i z entuzjazmem wyciągnął formularz zgłoszeniowy. Trener dokładnie zaczął go wypełniać.
- Nazywa się więc pan Anthony Dallinia, a pański pokemon to Cyndaquil. Proszę wylosować numerek. Będzie to numer pańskiego pokoju w hotelu i jednocześnie numer w walce. - schował formularz i wyjął kolorowe pudełko z dziurą dla dłoni. Anthony wyciągnął numer 5. - Hotel znajduje się przy plaży, po drugiej stronie areny. Proszę pokazać recepcji tą kartę. - młodzieniec podał żółtą karteczkę z informacjami hotelowymi. Trener nie spoglądając nawet na nią schował do kieszeni i skierował się w kierunku tego hotelu. Oto ujrzał piękny biały budynek z trzema piętrami, balkonami i widokiem na morze.
- I to wszystko za 5$ zapisów? Muszą mieć niezłego sponsora... - skomentował to trener, gwizdnął pod nosem i wszedł do środka.
Wnętrze hotelu na parterze składało się z okrągłego pokoju i prostokątnego pomieszczenia recepcji.
Na środku okrągłego pokoju znajdował się czerwony dywan, wokół którego znajdowały się drewniane stoliki i czarne fotele. Przy ścianach znajdowały się półki pełne książek, a w okolicach półek miski dla pokemonów. Obecnie nikogo jednak nie było, wszyscy najwidoczniej korzystali z pięknej pogody.
Pokój recepcji składał się tylko z lady, za którą siedziała starsza pani w okularach - recepcjonistka hotelu.
Po okazaniu karty otrzymał pokój. Oprócz dostępu na balkon było łóżko z białym posłaniem, lampa, szafka nocna, białe łóżeczko dla pokemona, szafka na ubrania oraz półka z innymi książkami. Nic nadzwyczajnego, trenerzy najwidoczniej tutaj spędzali tylko noce. Chyba, że lubili samotność.
- To ten czas Cyndaquil. Od czegoś trzeba zacząć. Ten turniej będzie naszym krokiem do wielkości! - Anthony uśmiechnął się do pokemona, który znowu z radości buchnął ogniem, wydając przy tym swój głos.


Jak potoczyły się losy Anthony'ego? Jacy są inni uczestnicy? Kto był legendarnym pierwszym triumfatorem? Okaże się w następnych rozdziałach! Tych długich...

_________________
Karta: http://pokemonsilver.forumpl.net/t671-adriado-quezada

Cele:
Spoiler:
 


Odznaka Kronikarza:
Spoiler:
 


Bilans walk:
Spoiler:
 
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Davir

avatar

Liczba postów : 384
Punkty : 171
Join date : 19/09/2014
Age : 16
Skąd : Polska, a co myślałeś? Wietnam?
Job/hobbies : [tajemnica]
Inne Konta : Nie posiadam

PisanieTemat: Re: Turniej Saladii   Nie Maj 28, 2017 12:30 am

Oto pierwszy rozdział. Poznamy w nim pierwszą walkę w historii turnieju oraz kilka postaci.
Dla Małży: pojawiający się pokemon nie jest tym trującym pokemonem o którym wspomniałem. Będzie jeszcze jeden, czysto trujący.


Rozdział 1
Silny rywal

5:40. Właśnie tą godzinę wskazywał zegar, który dopiero po obudzeniu się następnego dnia Anthony zauważył nad drzwiami do pokoju. Jednak młody trener już nie spał. Z podekscytowania nie mógł zasnąć i już od dziesięciu minut oglądał przez okno widoki. Cyndaquil spał na łóżeczku dla pokemona, ponieważ nie lubił pokeballi. Na razie był malutki, więc nie było potrzeby ułatwiać podróży.
- Ciekawe, jacy są ci trenerzy i jakimi pokemonami dysponują. - zamyślił się młodzieniec. Nie spotkał wczoraj nikogo, przesiadując resztę dnia w pokoju. Położył się spać już o dwudziestej, jeszcze przy promieniach słońca bo akurat jest lato, a Cyndaquil dołączył chwilę później.
W porównaniu do trenera, pokemon nie był jednak taki energiczny po zaśnięciu. Momenty snu u tego ognistego stworka były idealnym momentem odpoczynku dla Anthony'ego.
Pokemon ten już stoczył kilka walk. Oprócz tradycyjnego Tackle i Leer potrafił już wytwarzać zasłonę dymną (Smokescreen) i atakować przeciwników Ember.
Sam Anthony zyskał trochę doświadczenia. Przegrał dotąd zaledwie jedną walkę, która tylko uczyniła go silniejszym, ale do wygranej z liderami daleka droga.
Młodzieniec zbudził swojego pokemona. Ten instynktownie buchnął ogniem, ale trener przyzwyczajony łatwo uniknął osmalenia.
- Chodź, może ktoś już się obudził. - przywitał się z uśmiechem. Cyndaquil chwilę jeszcze przytomniał, po czym wskoczył na ręce swojego właściciela. Zeszli na dół.
Okrągły pokój nadal był pusty. Jednak trener i jego pupil czuli czyjąś obecność.
- Dzień dobry. - usłyszeli za sobą czyiś głos. Zimny, cichy, dość niemiły głos. Obrócili się. Za nimi stał inny trener, w podobnym wieku, choć na pierwszy rzut oka wydaje się starszy. Wysoki na 190 centymetrów, trochę szerszy, ale nadal chudy. Jego cera była trochę ciemniejsza od Anthony'ego, a oko miało barwę brązową. Oko, bo drugie zasłaniały ciemno-fioletowe włosy, sięgające do karku. Chodził w czarnej zapinanej bluzie oraz równie mrocznych bojówkach. Dłonie miał schowane w kieszeni i obserwował niższego trenera wzrokiem, który dosłownie przeszywał duszę.
- D-D-Dzień d-d-dobry... - Anthony lekko spanikował. Cyndaquil obserwował nieznajomego z przygaszonymi plecami. Też się go bał.
Wysoki nieznajomy wystawił dłoń.
- Fred Mangrey. - przedstawił się swoim głosem. Anthony podał dłoń.
- A-Anthony D-Dallinia. - podał swoje imię trener nieznacznie pewniej. Im dłużej się przyglądał wyższemu nieznajomemu, to zaczął wydawać się on nawet miły. Jak mówią, pozory mylą. Za jego głową pojawiła się czarna kulka otoczona fioletową aurą. Miała ona duże oczy i usta z dwoma kłami.
- Nigdy nie widziałem takiego pokemona. - zaciekawił się Anthony.
- Ach, to Gastly. Pochodzę z Kanto, z Lavender Town. - odpowiedział Fred, wskazując kciukiem pokemona.
- Lavender Town? To chyba dlatego wydajesz się taki straszny. - Anthony szybko zwrócił uwagę na to co powiedział. Lekko się pochylił. - Przepraszam za moją nieuprzejmość. - nie był pewny, czy najlepszą opcją nie będzie ucieczka.
- Nie musisz za nic przepraszać. - odpowiedział fioletowo-włosy. Anthony wzniósł głowę. - Wszyscy mi mówią, że jestem straszny. Dlatego siedzę zwykle w tym hotelu na uboczu. - dodał.
Usiedli razem przy jednym stoliku i zaczęli rozmawiać o jakichś losowych tematach. Fred faktycznie wydawał się straszny tylko na początku. Choć nadal mówił cichym, zimnym głosem, to można było dobrze z nim rozmawiać.
Cyndaquil łatwo zaprzyjaźnił się z Gastly'm. Ten duchowo-trujący pokemon tak jak trener okazał się sympatyczny.
W tym czasie powoli do pokoju dołączały kolejne osoby.
Pan z monoklem i żółtym wąsikiem, ubrany w czarny garnitur z muszką, chodzący z laską i w towarzystwie niebieskiego słonika mierzącego pół metra, usiadł przy innym stoliku popijając herbatę i czytając poranną gazetę.
Dziewczyna o długich rudych włosach, ubrana w czerwoną suknię, na kuckach rozmawiała z swoim Mareep.
Najbardziej jednak wśród porannego grona wyróżniał się człowiek z okularami. Miał kwadratową twarz i uczesane blond włosy. Ubrany w żółtą bluzkę i krótkie czarne spodenki, poprawił oprawki na szkła wierzchem dłoni, ustawiając ją 90 stopni wobec nadgarstka. Jego uśmieszek wydawał się chytry, a towarzyszył mu metrowy golem, którego ręce były złożone w okolicach żółtego, kwadratowego znaku. Anthony zauważył tego pokemona i zainteresował się.
- Ten gość wygląda na pewnego siebie... - zwrócił uwagę.
Wkrótce pomieszczenie wypełniło się wszelkimi ludźmi. Ze względów oszczędzania nadmiernych opisów, postanowiłem, że resztę poznamy podczas ich walk.
Rozległ się odgłos trąbki.
- Wszyscy uczestnicy turnieju proszeni są do przybycia na trybuny! - usłyszeć można było recepcjonistkę. Najwidoczniej pełniła też rolę informatora. Cała szesnastka uczestników powoli wyruszyła na trybuny. Na samym środku stały trzy osoby. Od lewej był czarnoskóry łysy sędzia w czarno-białej koszuli, z rękami założonymi na tył. Po środku stał człowiek w czerwonym garniturze, z mikrofonem i krawatem, który zdążył poprawić już dwa razy. Miał czarne włosy ułożone na żel, dokładnie wygoloną brodę i niebieskie oczy, którymi obserwował nadchodzących uczestników. Tego pana warto zapamiętać, co zrozumiecie wkrótce. Po prawej stał drugi sędzia, rozluźniony trzymał dwie chorągiewki. Miał jaśniejszą cerę, krótkie szare włosy i kilka zmarszczek. Najwidoczniej najstarszy z całego towarzystwa.
Na trybunach siedziało kilka osób, a część zajmowały karteczki z imionami. Były to miejsca dla uczestników. Rozłożone na wszystkie rzędy, po sześć miejsc, z jednym rzędem z czterema miejscami.
Anthony znalazł się w pierwszym rzędzie, najbardziej na lewo, obok pana z monoklem. Z tyłu siedział blondyn z swoim Golettem. Uśmieszek nie schodził mu z twarzy. Sprawiał wrażenie, jakby mógł pokonać każdego przeciwnika w mniej niż dwie minut, a ten golem nawet by nie ucierpiał.
- WITAMY NA TURNIEJU!!! - rozległ się donośny głos z mikrofonu, gdy zobaczył, że wszyscy już siedzą. Mikrofon lekko ucichł, najwidoczniej głośnik był nastawiony za głośno. Widzów było troszkę mniej niż uczestników. W sumie to nic dziwnego, w końcu to Little Cup. Przynajmniej na razie.
- Nazywam się Sir Henry. - przedstawił się. - Saladia jak dotąd jest małym miastem. Aby trochę ubarwić tą miejscowość, burmistrz zorganizował ten turniej, aby młode talenty mogły pokazać swoje możliwości. - zaczął opowiadać historię turnieju. - Szesnastka uczestników stoczy w ciągu czterech dni łącznie piętnaście walk, które zdecydują o zwycięstwie. Nie przedłużając, przedstawmy pierwszych dwóch walczących! - zakończył tą krótką mowę.
Z trybun rozległy się ciche oklaski. Sędziowie przesunęli się na bok, starszy usiadł na trybunach w pierwszym rzędzie obok trenerów, czarnoskóry wziął wcześniej od niego chorągiewki i ustawił się na miejscu. Tymczasem między trybuną a areną znajdował się stół z jakąś listą. Sir Henry usiadł i wziął listę.
- Numer 1... Oliver Smith! - wypowiedział pierwsze imię. Blondyn i Golett wstali, kierując się ku wskazanej przez chorągiewkę pozycji. Nadal uśmiechnięty, z spuszczoną głową, zaczął lekko niepokoić Anthony'ego.
- Cyndaquil, musimy go uważnie obserwować. Jak na razie to on wydaje mi się najbardziej niebezpieczny. - nachylił się do trzymanego pupila.
- Cynda-Quil! - pokemon spoważniał, potakując głową. Mężczyzna obok spojrzał na młodzieńca.
- Numer 2... Phil Townsen! - Sir Henry ujawnił drugiego trenera. Z środka trzeciego rzędu wstał inny młodzieniec ubrany w brązowy strój pilota. Jasna cera, ostra broda, piwne oczy i brązowe włosy. W twarzy widać było zakłopotanie. Zaczął schodzić.
- Nie tylko ja się niepokoję tym trenerem... - zauważył Anthony.
Phil ustawił się na swojej pozycji, wskazanej przez czerwoną chorągiewkę. W porównaniu do Olivera, pokemona trzymał w właśnie trzymanym pokeballu. Lekko się trząsł.
Blondyn wystawił rękę do przodu, Golett ustawił się na arenie. Phil rzucił pokeballem.
- Hoothoot, wybieram cię! - na arenie pojawiła się stojąca na jednej nóżce sowa o brązowym kolorze i czerwonych oczach otoczonych czarną obwódką z czymś w rodzaju brwi.
- Turniej... rozpoczęty! - wykrzyknął Sir Henry, wystawiając kciuk w górę.
-
Golett nieznacznie się zgarbił, wystawiając ręce jak do gardy. Hoothoot wstał z jednej nogi i bardzo nieznacznie się wzniósł. Phil chyba nabrał lekkiej pewności siebie, bo już przestał się trząść, a sama twarz spoważniała.
- Hoothoot, wznieś się i trochę zbliż! - wydał jako pierwszy komendę, widząc spokojnie stojącego Olivera, nadal z swoim chytrym uśmieszkiem. Pokemon znalazł się cztery metry nad ziemią i dotarł na środek areny. Golett podniósł głowę, nie spuszczając pokemona z oka.
- Spokój i koncentracja. Czekajmy na pierwszy ruch. - Oliver trzymał przysłowiową rękę na pulsie, oczekując ataku. W końcu rozległa się komenda.
- Hoothoot, zaatakuj Peck! - Phil wskazał poke-golema. Sowa zaczęła atakować przeciwnika. Golem przyjął cios i odczuł go, co widać było jednak tylko po oczach.
- Teraz, Pound! - swoją komendę wydał w tej samej chwili blondyn. Golett zamachnął się i uderzył Hoothoota, który został lekko odrzucony. Pokemon jednak pozostał w powietrzu.
- Dalej, wymanewruj go i Tackle w plecy! - ponownie rozkazał Phil. Czyżby tylko na początku udawał niepewnego? Sowa z Johto, którą można było też spotkać w Ferangh, chwilę polatała wokół golema, w końcu znajdując się za jego plecami i uderzając go wspomnianym atakiem. Pokemon zdołał zostać nieznacznie obalony i zmuszony do podparcia się ręką.
- Iron Defense, Golett. - Oliver założył ręce na piersi. Po pokemonie od głowy do nóg widać było przechodzącą niczym fala srebrną poświatę. Łatwo podniósł się na nogi. Nie wyglądał na szczególnie wzruszonego atakami sowy.
- Dobra, nie przerywaj ataków! - zdecydował Phil. Hoothoot kontynuował swoje ataki, szturmując przeciwnika, który jednak nie był szczególnie wzruszony.
Anthony wyjął pokedex, który swoim mechanicznym głosem skomentował poke-golema:
"Golett, pokemon automaton. Energia, która pali się w jego wnętrzu umożliwia mu poruszanie się, ale nikt jeszcze nie zidentyfikował tej energii."
Wszyscy wokół wysłuchali z ciekawością tych słów. Anthony jednak nie wyjął pokedexu dla tego, a dla informacji o wadze. 92 kilogramy, tyle ważył Golett. Dodatkowo lista odporności wykazała zero bólu w przypadku oberwania ciosem typu normalnego.
- On naprawdę został obalony przez ważącego prawie pięć razy mniej Hoothoota? - zdumiał się mężczyzna w garniturze, obok nogi mający śpiącego Phanpy'ego.
- Mam pewne podejrzenia... - odparł Anthony. - To hipoteza, ale zapewne był to zaplanowany ruch. Podejrzewam, że Oliver chce dać temu Philowi wrażenie przewagi. Ten cały Golett zapewne jest znacznie silniejszy niż wygląda. - wyjaśnił.
Tymczasem automaton znów podwyższył obronę poprzez Iron Defense. Gdy tylko Hoothoot próbował uderzyć go kolejnym Tackle w plecy, ten poprzez obrót uderzył Poundem. Hoothoot znów został odepchnięty.
- Jaka szkoda, że twój pokemon dysponuje odpornością na ciosy typu duch i ziemne... Muszę sobie radzić słabszymi atakami. - Oliver słowa te skierował do Phila. Przez cały czas miał ten uśmieszek, który już drażnił Anthony'ego.
- Mamy tu do czynienia z dość wrednym gościem. Jego Golett wygląda na wytrzymałego pokemona, mam też wrażenie, że jego ciosy pięściami są silniejsze niż u innych gatunków... - skomentował cicho Anthony.
- Cynda-Quil! - przyznał rację trzymany na rękach ognisty myszon (to nie jest żart, Cyndaquil to ognista mysz).
Golett znów uderzył Hoothoota Poundem. Nie wykorzystywał raczej szczególnie ekstremalnych taktyk. Pozwalał na ataki sowie, po czym oddawał Poundem. Phil znów zaczął się robić nerwowy. Hoothoot próbował wymanewrować ponownie Goletta, ale ten już sam rozpracował powtarzającą się formułę przeciwnika. Jednak...
- Zmień kierunek! - wydał komendę Phil. Poke-sowa nagle wzniosła się i w zamiast plecy uderzyła dziobem głowę przeciwnika. Jak zwykle, nie wzruszyło go to.
- Och, zapomniałem. Nie muszę ograniczać się tylko do Pound... Brick Break! - wydał komendę Oliver. Dłoń Goletta zaświeciła się i uderzyła sowę, chwilę później zaczął ją opuszczać, uderzając Hoothootem o ziemię. Widownia wzniosła okrzyk zdumienia.
- Brick Break? - najbardziej zdziwiony był jakiś trener z tyłu. Anthony był zdumiony siłą ciosu, Cyndaquil zatrząsł się. Młodzieniec spokojnie pogłaskał go po grzbiecie, chcąc uspokoić ognistego towarzysza. Kurz po ciosie opadł. Gdy Golett podniósł rękę, sowa szybko odleciała bliżej swojego trenera. Odczuła cios, widać było, że ten pokemon nie był byle kim. Automaton stanowił większą siłę niż sowa. Obrócił się ku niej.
- Dobra, próbujmy dalej! - Phil zagrzał swojego pokemona, który jednak stracił trochę pewności siebie. - Próbuj atakować dalej! - wydał komendę. Pokemon chwilę zawahał się, ale w końcu zaatakował.
- Och, wahanie. Może jednak się poddaj? - zaproponował Oliver, wyjmując z kieszeni zegarek. - Minęły zaledwie cztery minuty, a twój pokemon po kilku ciosach wygląda, że niedługo padnie. - dodał, kątem oka spoglądając w kierunku walki. Hoothoot zahamował. Phil zacisnął zęby.
- Peck! - wydał komendę. Sowa zaatakowała bezpośrednio od frontu.
- No dobra. Defense Curl! - nakazał Oliver.
Golett złożył ciało. Peck uderzył w niego, zadając już minimalne obrażenia. Poke-golem wrócił do normalnej pozycji.
- Brick Break. - nawet nie patrząc na walkę ponownie nakazał Oliver. - W razie czego, dobij Pound. - dodał jeszcze, spoglądając na zegarek. Minęła właśnie piąta minuta.
Hoothoot dostał znowu ciosem typu walczącego, lądując na ziemi. Drugą pięścią uderzył jeszcze atakiem Pound. Phil lekko odchylił głowę z przestrachem. Sędzia uważnie wytężył wzrok. Golett wyprostował się, obserwując sowę. Kurz opadł, a Hoothoot leżał na ziemi. Jego źrenice przypominały "x". Czarnoskóry wzniósł chorągiewkę ku Oliverowi.
- Nokaut, zwycięstwo Goletta! - wykrzyknął. Pokemon zaczął wracać się do swojego trenera, który spojrzał na niego.
- Doskonała robota. - pogratulował swojemu pokemonowi, który wnioskując po oczach, uśmiechnął się.
Phil podszedł do swojego pokemona i wziął go w ręce. Anthony obserwował reakcję widowni. Z trybun rozległy się oklaski.
- Ten Golett definitywnie stanowi największe zagrożenie. To faworyt. - zrozumiał powagę sytuacji. Phil schował pokemona do pokeballa i udał się na widownię. Oliver także postanowił nie zabierać czasu, pozwalając Golettowi jeszcze ukłonić się publiczności.
Tak zakończyła się pierwsza walka turnieju. W niewiele ponad pięć minut.

Czy znajdzie się trener zdolny konkurować z tym groźnym przeciwnikiem?
Z kim będzie walczył Anthony? Jacy są inni uczestnicy? Wszystko w kolejnych rozdziałach.
CDN

_________________
Karta: http://pokemonsilver.forumpl.net/t671-adriado-quezada

Cele:
Spoiler:
 


Odznaka Kronikarza:
Spoiler:
 


Bilans walk:
Spoiler:
 
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Seath

avatar

Liczba postów : 887
Punkty : 361
Join date : 30/05/2016
Age : 21
Skąd : Koło pierników. :V
Job/hobbies : Gierki, komiksy, seriale, marnowanie czasu, Helix Fossil. :V

PisanieTemat: Re: Turniej Saladii   Nie Maj 28, 2017 1:12 am

To ten. Napiszmy parę słów.

Podoba mi się to, że faktycznie czuć atmosferę tego, że turniej jest nowy i nie wszystko jeszcze w nim gra. (Na przykład źle ustawiona głośność mikrofonu.)

Podobał mi się również sposób wykorzystania pokedexu, zwykle przywykliśmy do tego, że trenerzy słuchają tylko charakterystyki pokemona i zapominamy o tym, że faktycznie pokedex daję nam też informacje o chociażby właśnie wadzę pokemona.

Co do postaci to większości jeszcze za dobrze nie znamy, więc wypowiem się raczej później. (Ale Olivier - którego było już całkiem sporo - wydaje się całkiem niezłym materiałem na ''motywatora'' do ciężkiego treningu dla Anthonego).

Opisy też są niezłe, nie miałem jakichś większych problemów z wyobrażeniem sobie co się dzieje. Czasem jakieś zdanie zabrzmi nieco dziwnie, ale to raczej kwestia rozpisania się w konwencji.

Słowem - byle tak dalej - rozdział całkiem udany. ;)

_________________
KP/BOX
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Davir

avatar

Liczba postów : 384
Punkty : 171
Join date : 19/09/2014
Age : 16
Skąd : Polska, a co myślałeś? Wietnam?
Job/hobbies : [tajemnica]
Inne Konta : Nie posiadam

PisanieTemat: Re: Turniej Saladii   Nie Cze 04, 2017 1:52 pm

Jednak jedna walka i zapowiedź drugiej, bo dość długo już piszę.

Rozdział 2
Ofensywna potyczka

- Co sądzisz o tym, młodzieńcze? - zapytał pan z monoklem młodego trenera.
- Piekielnie mocny przeciwnik... - odpowiedział Anthony. Tymczasem starszy sędzia zamienił się z czarnoskórym, z kolei Sir Henry powoli sprawdził formularze zgłoszeniowe dwójki kolejnych osób. Pierwsza runda miała odbyć się pierwszego dnia. Były to jeszcze takie czasy, gdy właśnie rundy rozgrywano w jeden dzień. Dopiero przy większej liczbie uczestników wydłużono czas o więcej niż jeden dzień. Em, wróćmy może do turnieju.
- Sądzi pan, że są szanse go pokonać? - zadał kolejne pytanie.
- Oczywiście. Może się znaleźć równie silny pokemon, geniusz trenerski, ewentualnie ten Oliver może zostać trzaśnięty przez niespodziewany meteoryt. - podał swoje idee na pokonanie go Anthony. Cyndaquil buchnął nieznacznie ogniem uśmiechając się.
- Meteoryt? - zamrugał zdumiony właściciel poke-słonia.
- To była taka luźna myśl... - skierował wzrok gdzie indziej.  
-
Minęło tylko 5 minut, kiedy nastała kolejna walka.
- Proszę państwa, oto nadchodzi... druga... walka! - w końcu odezwał się Sir Henry. Nastały trzy sekundy ciszy, aż kilku widzów wydało krótkie oklaski.
- Numer 3... Dina Gurnakov! - znów były krótkie problemy z mikrofonem, tym razem chwileczkę było za cicho, ale operator popisał się szybkością i poprawił bardzo szybko problem. Trenerka z Mareepem wyszła z środka drugiego rzędu.
- Numer 4... Rick Morney! - z drugiego końca pierwszego rzędu wstał wysoki i umięśniony mężczyzna.
Ubrany w czarny bezrękawnik i krótkie jasno-brązowe spodenki, głowę ukrywał pod białą czapką zimówką. Jego gęsta czarna broda mogła przynieść na myśl jakiegoś krasnoluda z fantasy, choć był zbyt masywny. Doszedł na swoje miejsce, trzymając pokeball w palcach bez dotyku reszty dłoni, prawdopodobnie w obawie zmiażdżenia go ręką.
- Po co mu ten pokeball? Wygląda na takiego, co mógłby sam walczyć z pokemonami... Może on by wygrał z Golettem? - skomentował go Anthony pod nosem.
Ruda trenerka wypuściła ponownie Mareepa, najwidoczniej schowała go przed walką, z kolei mięśniak bardzo małym machnięciem wyrzucił na sam środek własnej połowy swojego uczestnika. Z kulistego schowka wyłonił się niewiele ponad półmetrowy szary pokemon z dziwnymi czerwonymi... żyłami? Coś to jest, ale nie wiadomo do końca co. Narrator może nie wie... W każdym razie, pokemon trzymał w ręce kawał drewna.
- Timburr, czas na rozwałkę! Zero litości! - zdopingował pokemona donośnym głosem prawdopodobnie słyszalnym nawet trochę od areny. Timburr potaknął głową i wykonał trzy podniesienia trzymanego drzewa nad głową na rozgrzewkę.
- Proszę, nawet atak dźwiękowy ma. - mruknął pod nosem Anthony. Cyndaquil chyba to dosłyszał i buchnął z śmiechem ogniem. To jaki wyrafinowany gust ma ten pokemon należy już do waszej oceny.
Dina obserwowała pokemona jakim dysponował jej przeciwnik. W końcu rozległ się lekki trzask mikrofonu.
- Walka... rozpoczęta! - wykrzyknął Sir Henry. Sędzia z kamienną twarzą machnął chorągwiami.
- Timburr! Leer! - wydał natychmiast wraz z startem komendę swojemu pokemonowi mięśniak, nadal mówiąc donośnym głosem. Oczy Timburra zaświeciły się czerwoną poświatą. - Pound! - Rick wymachnął jedną rękę zaciśniętą do przodu, drugą ustawiając przy biodrze. Timburr ruszył do przodu wykonując cios. Mareep jednak wraz z komendą Diny uniknął ataku.
- Tackle, Mareep. - nakazała Dina. Owieczka tak ustawiła ciało, by zaatakować walczącego pokemona, który jednak samodzielnie wykonał unik uskokiem do tyłu. - Kolejny Tackle, Mareep. - znów wydała komendę Dina. Mareep zaczął biec w kierunku Timburra.
- Low Kick! - odpowiedział Rick, wykonując zamianę położenia swoich rąk. Walczący pokemon odrzucił drewno leciutko w bok, następnie gdy tylko owieczka się zbliżyła, uniknął ataku, jednocześnie ją podcinając. Owca przejechała brzuchem po trawie, ale jej niska waga dała małe obrażenia. Rick wystawioną do przodu rękę zgiął, napinając biceps. Mocniej ścisnął pięść.
- Brick Break! - wykrzyknął jeszcze mocniej niż zazwyczaj. Pokemon wziął swoje drewno i wyskoczył w górę, atakując nakazanym atakiem.
- Poważnie, kolejny z tym atakiem? - skomentował Anthony. W porównaniu jednak do sytuacji z Golettem i Hoothootem, tutaj atak nie doszedł do skutku. Pokemon niesiony rozkazem uniku zdołał wstać na nogi i przebiec krótki kawałek, przez co cios skończył w ziemi.
- Dosyć zabawy, Thunder Wave! - wydała rozkaz Dina. Mareep zebrał na wełnie trochę prądu, po czym wystrzelił go w przeciwnika. Na ciele Timburra co jakiś czas błyskały żółte błyskawice. Z trudem się poruszał.
Mięśniakowi opadła szczęka.
- Co jest? - po raz pierwszy nie miał tego swojego donośnego głosu. Coś się dzieje.
- Paraliż, teraz już jesteś pod kontrolą Mareep. - odpowiedziała Dina z kamienną twarzą. - Charge! Potrzebujemy więcej mocy, by zakończyć to szybciej. - nakazała. Na wełnie Mareepa pojawiła się elektryczność.
- Stwierdzam, że zaboli... - skomentował to Anthony zmrużając oczy. Jakoś i tak się tą walką nie przejmował. Bardziej martwił się Golettem i zastanawiał się nad swoim przeciwnikiem.
- Thunder Shock! - wydała kolejny rozkaz Dina. Owieczka wystrzeliła w kierunku poke-budowlańca wiązkę prądu zebraną na wełnie. Cios odrzucił lekko pokemona. - Tackle! - Mareep staranował przeciwnika swoim ciałem.
I tak kilka razy, Timburr miał ogromny problem z uderzeniem przeciwnika. Rick z wszystkich sił próbował zmotywować swojego towarzysza, ale jak już ten zdołał się ruszyć i zaatakować, to spowolnienie ciała wywołane paraliżem pozwalało łatwo uniknąć owieczce ciosu. Jednak nastąpił przełom.
Podczas jednego z Tackle, Timburr wykonał Brick Break prosto w głowę Mareep. Pokemon upadł na ziemię, zaskoczony ciosem.
- Dalej Timburr! Zalej wroga! Więcej mocy! Więcej siły! Wszystkiego więcej! - w tym momencie Rick do reszty przypominał rodzaj typowego stereotypu mięśniaka. Timburr uderzył poprzez Pound i następnie wykonał jeszcze Low Kick, ponownie przewracając owcę.
- Ten powrót był dość szczęśliwy... Ale może odmienić całą walkę. - dokładnie sprecyzował całą sytuację Anthony.
Teraz Timburr zaczął przezwyciężać paraliż. Zaczęła się wymiana ciosów.
- Tak ofensywnej walki jeszcze nie widziałem. - w końcu odezwał się pan z Phanpym.
- Ja widziałem. Dawno temu, jeszcze przed byciem trenerem. Nic nadzwyczajnego, leją się po prostu jak pseudokibole dwóch drużyn piłkarskich. Timburr jest jednak bardziej osłabiony. W końcu padnie. - odpowiedział młodzieniec. I miał rację.
- Take Down! - wydała komendę Dina. Mareep cofnął się do tyłu i wykonał silniejszy niż zwykle taran na poke-budowlańcu. Różnił się od Tackle tylko taką śmieszną aurą. Mareep chyba poczuł lekko cios, ale Timburr został wyrzucony w tył. Jego oczy zmieniły się w "x". Sędzia wzniósł chorągiew w kierunku Diny.
- Nokaut, zwycięstwo Mareep! - wykrzyknął. Z widowni rozległy się pojedyncze oklaski.
- Dlaczego, Timburr, dlaczego? - wzniósł ręce mięśniak, powoli biorąc pokeball i chowając swojego towarzysza do pokeballa.
- Brak taktyki, bezmyślne naparzanie... Nie, to nic nie da... - mruknął pod nosem odpowiedź Anthony, wykonując wymach ręki. Cyndaquil nabuzował się buchając ogniem. Niedługo miała nadejść ich kolei.
-
10 minut później.
Walka powoli się zbliżała. Poprawiono murawę, sędziowie znów się zamienili, w końcu Sir Henry znów dobył mikrofonu.
- Czas na kolejną walkę! - wykrzyknął. - Numer 5... Anthony Dallinia! - młodzieniec wstał, puszczając Cyndaquila. Pokemon szedł przed trenerem.
- To nasz czas, Cyndaquil. Pokażmy im kto tu rządzi. - powiedział do swojego podopiecznego Anthony. Ten buchnął ogniem. Ustawili się na swojej pozycji. Z trybun dojrzał wzrok wszystkich. Oto nadeszła kolejna walka. Kolejna z wielu następnych.
- Numer 6... Chris Mcsqueeze! - odezwał się znów Sir Henry. Z pierwszej trybuny wstał trener o pomalowanych na czerwono włosach i z lekko przyciemnioną cerą. Ubrany w szarą grubą bluzę pomimo upału oraz równie szare bojówki tworzył dość specyficzne wrażenie.
- Naoglądałem się za dużo anime. Wyróżnia się z tłumu, lepiej aby nie był głównym bohaterem. - Anthony przełknął ślinę.
Trener ustawił się na swojej pozycji. Dobył pokeballa i wypuścił z niego czarny obiekt z rękami i czymś w rodzaju ogona trzymającego maskę. Spojrzał na Cyndaquila czerwonym okiem. Anthony zdecydował się dobyć pokedexu.
"Yamask, pokemon dusza, każdy z nich trzyma maskę, która kiedyś była twarzą człowieka. Czasami patrzą na nią i płaczą."
- Brzmi dość... brutalnie. - Anthony spojrzał na dane i schował pokedex.
- Walka... Rozpoczęta! - wykrzyknął ponownie Sir Henry. Sędzia machnął chorągiewkami.
- Cynda-quil! - pokemon buchnął ogniem z pleców. Yamask jedynie lewitował metr nad ziemią, wpatrując się jak w obraz.
Oto nadeszła chwila tej walki.

Czy Cyndaquil poradzi sobie z Yamaskiem? Jak silny jest przeciwnik? Dowiemy się tego w następnym rozdziale!
CDN

_________________
Karta: http://pokemonsilver.forumpl.net/t671-adriado-quezada

Cele:
Spoiler:
 


Odznaka Kronikarza:
Spoiler:
 


Bilans walk:
Spoiler:
 
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Małża
Admin
avatar

Liczba postów : 954
Punkty : 457
Join date : 26/08/2014
Age : 18
Skąd : Kalos - Lumiose City | Polska - Wrocław
Job/hobbies : Adminofaszystka, aspirująca Kapłanka Arceusa

PisanieTemat: Re: Turniej Saladii   Nie Cze 04, 2017 2:06 pm

No, czas na mój komentarz.
Przyznam, że ten rozdział mi się dużo bardziej podobał, może dlatego, że nie musiałeś skupiać się na samych wstępach, a dostarczyłeś samą akcję. A może to ja i moje upodobanie to lekkiego humoru w opisach. Walnąć Olivera meteorytem, to jest myśl. xD No i komentarz o tym muskularnym trenerze Timburra... heh. Akcja, wybuchy i humor - to lubię. Oczywiście jestem też ciekawa fabularnych wydarzeń, kto wygra, kto się okaże kim i czy trujący pokemon pokona wszystkich i wszystko. ^^
Naprawdę przeszedłeś daleką drogę jeśli chodzi o opisy i dopiero tutaj, w twoim własnym opowiadaniu to widać. Czasem coś szczęknie bo próbujesz być do bólu dokładny, by czytelnik dokładnie wiedział jak coś sobie wyobrazić (to jak Rick Morney trzyma pokeballa... samo zauważenie że pewnie nie chciał go zmiażdżyć jest bardzo dobre i ciekawe, ale dokładne ułożenie palców?), ale nie mogę powiedzieć że pragnienie ideału jest złe.
Postaci jeszcze dokładnie nie znamy, ale prowadzisz je bardzo dobrze - pokazujesz ich rozmowy, reakcję, przemyślenia. Mają swoje motywacje... no, główny bohater ją ma.

_________________
___| KP | BOX |___


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Davir

avatar

Liczba postów : 384
Punkty : 171
Join date : 19/09/2014
Age : 16
Skąd : Polska, a co myślałeś? Wietnam?
Job/hobbies : [tajemnica]
Inne Konta : Nie posiadam

PisanieTemat: Re: Turniej Saladii   Pią Lip 07, 2017 8:38 pm

W końcu wena się zregenerowała. Czas na spóźniony trzeci rozdział Turnieju Saladii!

Rozdział 3
Pierwsza potyczka Anthonego.

Trybuny obserwowały uważnie zarówno Cyndaquila i Yamaska. Obaj trenerzy stali w miejscu, nie wydając żadnej komendy.
Anthony stał z pięścią przy klatce piersiowej i poważną miną, Chris jak posąg z rękami w kieszeniach z znużeniem w oczach.
Mijały kolejne sekundy.
- Przepraszam, wy śpicie? - zapytał zdezorientowany Mr. Henry przez mikrofon. Chyba pierwszy raz podczas turnieju odezwał się coś w walce. Najwidoczniej nie do końca stanowił rolę komentatora, a raczej informatora.
- Ja czekam na jego ruch! - odpowiedział Anthony, obracając głowę ku pytającemu.
- A ja na jego! - odezwał się po raz pierwszy Chris głosem brzmiącym jakby miał pójść spać. Obaj obejrzeli się na siebie i po chwili...
- Cyndaquil [Yamask], wykonaj Ember [Night Shade] - wydali komendę jednocześnie.
Cyndaquil wydobył z swojej buzi mały płomień lecący na przeciwnika, kiedy Yamask zaświecił na fioletowo i wystrzelił kilka fioletowych pierścieni. Ataki zderzyły się, jednak po chwili Night Shade popędził dalej. Pokemon samotnie odskoczył na bok. Walka znów na chwilę ustała. Obaj trenerzy czekali na ruch przeciwnika, który nie nadchodził.
- Cóż za... podobny styl walki! - Mr. Henry znów się odezwał.
- Panie Henry, czemu pan dopiero teraz komentuje? - zapytał jakiś widz.
- Urozmaicam. Obawiam się, że to będzie walka dwóch oczekujących stylów walki. - odpowiedział Mr. Henry.
Tymczasem Anthony postanowił zmienić taktykę.
Cyndaquil zaczął atakować Ember. Trener z czerwonym fryzem nagle machnął ręką.
- Protect. - Yamask wytworzył wokół siebie kulistą sferę, która najpierw zatrzymała ogień rozrzucając go na boki.
- Night Shade. - dodał trener i nim Anthony wydał kolejną komendę, Cyndaquil wpadł w atak. Ognista mysz zaczęła trząść głową, jęcząc. - Atak, którego siła zależna jest od siły mojego pokemona! Teraz może nie wyróżnia się, choć w przyszłości będzie silniejszy! - dodał. Krzyczał, bo stał za daleko by słyszeć go normalnie. Narrator nigdy nie rozumiał jak można usłyszeć czyiś głos na otwartej przestrzeni dość duży kawał dalej.
Wbrew pozorom choć wydawał się śpiący, Chris wydawał się dużo mówić. To chyba tylko złudzenie wywołane jego głosem i twarzą. Atak zakończył się.
- A teraz cię rozwalę moim...!
- Cyndaquil, Ember! - pokemon posłusznie zebrał się i wykonał atak Yamasku.
- Osobiście wolę nie słuchać jakiegoś dziwaka wyglądającego jak paląca się szara pochodnia! Wolę bezpośrednio mówić taktykę a nie wzbogacać tekst! - wydarł się na przeciwnika, z powodów wspomnianych wcześniej. Normalnie powiedziałby to spokojnym głosem.
Jednak nazwanie go szarą pochodnią chyba obraziło przeciwnika.
- Jak śmiesz, ty...! - nagle Cyndaquil dostał rozkaz wykonania Embera. Yamask był za wolny i dostał ogniem prosto w to oko.
- Astonish! - nagle czerwono-włosy ożywił się. Nie wyglądał na niewyspanego. Raczej na solidnie wkurzonego. Yamask chciał wykonać atak, ale ognista mysz w porę odskoczyła.
- Oho, pochodnio-włosy się ożywił. - Anthony odezwał się pod nosem. Yamask ruszył dalej.
- Smokescreen! - rozkazał Anthony. Cyndaquil wydobył z ust czarny dym, który okrył obszar Yamaska. Po chwili trafił Emberem. Jak na razie wszystko szło łatwo. Za łatwo...
Yamask wyłonił się z dymu. "Pochodnio-włosy" wytrzeszczył oczy, wysuwając dolną wargę do przodu, marszcząc brodę.
- Zatłukę cię, ty głupia myszo! Yamask! - wystawił dłoń.
- Poczekaj na jego ruch, Cyndaquil! - Anthony miał złe przeczucia. Chris ścisnął dłoń.
- Di... Sa... Ble! - powiedział w zwolnionym tempie. Oczy Yamaska zaświeciły się niebiesko. - Teraz nie masz jak mnie atakować tym głupim ogniem! - poinformował Anthonego.
Reakcję głównego bohatera można by ocenić krótkimi, trzema kropkami. O tymi: ...
- Spoko! - odpowiedział. - Nadal mam jeden atak fizyczny! A widzę, Cyndaquil jest szybszym gatunkiem. - dodał z uśmieszkiem.
Chrisowi opadła szczęka.
- Ty...! - jego głowa w przypadku bycia anime prawdopodobnie zrobiła by się czerwona.
- Cyndaquil, Leer, potem Tackle! - Anthony nie dał dokończyć przeciwnikowi. Oczy Cyndaquila zaświeciły się na czerwono, po czym mały promień oślepił na chwilę ducha, który dostał po chwili wspomnianym atakiem. Nic mu to jednak nie zrobiło.
- Zdolnością mojego pokemona jest Mummy! Przy pierwszym kontakcie fizycznym pozbawiłeś się zdolności! Do tego jest odporny na ataki normalne!
- Fajnie! I tak mam zablokowany jedyny ognisty atak którego w przypadku umiejętności mógłbym użyć! - Anthony wyśmiał przeciwnika. Cyndaquil podzielił jego śmiech.
- Coś źle wyliczyłem?! Jak wygląda walka?! - zapytał zdumiony Chris. Jego głos znowu wydawał się zaspany.
- Na razie przegrywasz! - odpowiedział szczerze główny bohater.
- Czy moglibyście walczyć? - zadał znów pytanie Mr. Henry, widocznie początkowo zaciekawiony dalszym postępem trzeciego pojedynku. Z trybuny widzów rozległo się pomniejsze buczenie.
A więc posypały się dalsze komendy.
Cyndaquil uniknął Night Shade i wykonał kolejny Leer, zmniejszając po raz drugi obronę przeciwnika. Ten w końcu trafił Astonish, ale z bliska odpowiedź dała ognista mysz swoim Tackle. Bardziej w celu odepchnięcia ducha. Yamask mimo to wydawał się coraz bardziej osłabiony.
- Astonish!
- Unik!
- Night Shade!
- Smokescreen!
- Protect!
To było tylko kilka komend jakie zaczęto rzucać. Walka teraz trwała w najlepsze. Całe trybuny poczuły teraz pełnię walki. Na trybunie trenerskiej wszyscy z zapartym tchem obserwowali walkę. Nawet Oliver się najwidoczniej zainteresował, lekko drapiąc po brodzie.
Cyndaquil zaczął lekko dyszeć od ciągłych uników i Smokescreen, Yamask nierówno lewitował. Yamask zdołał zadać trochę obrażeń. Mimo to, wcześniejsze obrażenia nadal stawiały na szali zwycięstwo myszy.
Ognista mysz miała akurat zgaszony grzbiet, który znów zabłysnął ogniem. Pokemon przestał też dyszeć.
- Hm, czym by tu uderzyć... - zamyślił się Anthony na głos.
- Cynda... - towarzysz nagle nieznacznie wzniósł głowę. - Quil! - wydobył Ember, który Yamask w ostatniej chwili uniknął. Chciał chyba w ten sposób dać sygnał swojemu trenerowi o zakończeniu Disable.
- Disable przestał działać! - Anthony uśmiechnął się. - Smokescreen! - rozkazał natychmiastowo.
- Yamask, wydostań się! - przeciwnik po wypowiedzeniu tych słów ziewnął.
Dym zakrył ducha, który wyłonił się z ciemności dymu. Ale wtedy...
- Ember! - rozkazał Anthony. Ogień dotarł prosto na Yamaska, rozsuwając też dym.
Gdy ten opadł, sędzia musiał ukazać tylko chorągiewkę w stronę Anthonego. Yamask leżał na ziemi. Znokautowany.
Z trybun rozległy się oklaski. Anthony zauważył, że nawet Oliver wykonywał je w ukryciu. Cyndaquil pobiegł do Anthonego i wskoczył mu w dłonie.
- Zrobiłeś to mały. Wygrałeś to! - powiedział tylko do niego, przytulając. Szybko jednak puścił go z poparzonymi przedramionami.
- Cynda-quil... - pokemon chyba chciał przeprosić.
- Nic się nie stało. Tylko mi je osmaliłeś. - uśmiechnął się, wycierając ręce z czarności.
Tymczasem Chris zniknął razem z Yamaskiem. Wszyscy ujrzeli go odchodzącego od trybun.
- Hej, opuszczasz nas? - odezwała się jakaś trenerka w fioletowych włosach, ubrana w czarne spodnie i biało-fioletową koszulę z fioletową kroplą deszczu. Jej czarne włosy sięgały do żeber. W rękach trzymała Skorupiego.
- Cóż, przegrałem walkę, więc idę do Centrum Pokemon. I spać. I tak długo wytrzymałem. - ziewnął i... usnął na ławce w najwyższym rzędzie. Wszyscy obejrzeli się na Mr. Henry'ego.
- Niech śpi. - ten tylko machnął ręką.
-
Anthony wrócił na ławkę. Chciał schować Cyndaquila do pokeballa, ale ten zaprotestował.
- Dlaczego nie? Czy aby tam mniej będziesz odczuwał zmęczenie walką? - zapytał trener. Cyndaquil jedynie spojrzał na arenę. Główny bohater doskonale zrozumiał i schował pokeball.
- Cieszę się, że może znajdzie się wyzwanie na tym turnieju. - usłyszał głos Olivera, który siedział tuż za postacią. Anthony obrócił się ku niemu.
- Masz jeszcze jedną walkę przed półfinałem. - odpowiedział.
- Golett jest całkowicie odporny na typ elektryczny. Ten cały Mareep nie będzie stanowił żadnego problemu. - Oliver był bardzo pewny siebie.
- Ma Tackle. - Anthony spochmurniał.
- Jeden atak... - blondas machnął ręką. Golett "naprężył muskuły" których nie miał bo jest zwykłą, chodzącą skałą. - Ta Mareep wobec mojego Goletta jest cienka jak barszcz. - dodał, opierając się o siedzącego Goletta i uśmiechając się.
- Sprzedałeś się dla rosołu? - zapytał Anthony, którego ta pewność siebie Olivera zaczęła lekko wkurzać.
Ten obejrzał się.
- Muszę przyznać, zaczynam cię coraz bardziej lubić. Nie przegraj w ćwierćfinale. Bez ciebie ten turniej zapowiada się nudno. - odpowiedział jedynie. Tak zakończyła się ta rozmowa. A jednak nie zakończyła, bo Anthony miał jeszcze jedno pytanie.
- To po co bierzesz w nim udział?
- Aby poszukać jakiegoś mocnego przeciwnika. I chyba znalazłem. Nie zawiedź mnie. - odparł jeszcze, już na prawdę kończąc rozmowę.
-
- Numer 7... Mr. Bernardy Thompson! - facet z monoklem który siedział obok Anthonego powstał i budząc Phanpyego udał się na arenę. W międzyczasie sędziowie zamienili się miejscami.
- Numer 8... Bruno Vascos! - z pierwszego rzędu wstał facet niewyróżniający się specjalnie wśród pospolitych mieszkańców a wyróżniający się wśród tego tłumu. Ubrany w zwykłe, czarne dresy i białą koszulę z jakimś szarym napisem ciężkim do odczytania przez słońce. Na jego ramieniu siedział jasno-brązowy pokemon z zielonymi plecami oraz kilkoma... liśćmi na głowie? Coś takiego. W przybliżeniu, pokemonem ten był Chespin, starter z Kalos, który był też jednym z trzech starterów w Ferangh (pozostałe to Cyndaquil i Oshawott).
- Oho, może jednak ten dżentelmen będzie rywalem? A może ten Bruno? Chociaż w przypadku tego drugiego to ty wyszedłbyś na prowadzenie. - skomentował Oliver.
- Niedobrze... Polubiłem tego dżentelmena, ale... chyba wolałbym zwycięstwo tego Bruno. - Anthony zaniepokoił się.
- Walka... Rozpoczęta! - wykrzyknął Mr. Henry.
- Rollout! - rozkazał Mr. Bernardy. Poke-słonik zwinął się w kulkę i ruszył na Chespina.

Anthony zwyciężył, ale nadchodzi nowe zagrożenie. Turniej zbliża się do połowy! I już ujawniają się siły kolejnych trenerów.
CDN

_________________
Karta: http://pokemonsilver.forumpl.net/t671-adriado-quezada

Cele:
Spoiler:
 


Odznaka Kronikarza:
Spoiler:
 


Bilans walk:
Spoiler:
 


Ostatnio zmieniony przez Davir dnia Pią Lip 07, 2017 9:25 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Turniej Saladii   

Powrót do góry Go down
 
Turniej Saladii
Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Pokemon Silver :: Zaplecze :: Pogaduchy :: Twórczość-
Skocz do: